W sali bankietowej Górecznika rok 2026 zaczął się od kolacji, która od pierwszej minuty była opowieścią. Nie tylko o dziczyźnie i lesie, nie tylko o Dolinie Baryczy, ale też o tym, jak technika, światło i dobrze zestrojony zespół potrafią zbudować nastrój, w którym Goście przestają „uczestniczyć”, a zaczynają po prostu być w środku wydarzenia.
Już na wejściu było jasne, że tego wieczoru przestrzeń ma swój własny język. Sugestywne oświetlenie sceny i ścian nadało sali nową wizualną szatę, a trzy telebimy nie tyle dodały ekranów, ile otworzyły scenę na wrażenie głębi i dodatkową warstwę prezentacji. Za oprawę, nagłośnienie i technikę sceny odpowiadał zaufany Partner, Mad Music Agency, a wszystko było przygotowane tak, by w odpowiednim momencie móc… zgasić światło. Bo kiedy światło zgasło, zgromadzeni Goście na moment zamarli. Start kolacji nie był sygnałem podanym z mikrofonu „na sucho”. Była sugestywna gra świateł, wprowadzenie w postaci hymnu myśliwskiego i bohaterowie na scenie. Wtedy nie trzeba było niczego tłumaczyć. To był początek podróży po krainie smaków i doznań.

Kuchnia pracowała wcześniej niż scena
W kuchni gwar pojawił się kilka dni przed kolacją. Personel pod wodzą szefowej kuchni Magdaleny Ossowskiej pracował jak w ulu, przygotowując głównych bohaterów wieczoru: dania, które miały złożyć się na 7-setowe menu od amuse-bouche po deser. Punktem kulminacyjnym był czwartek, dzień przed wydarzeniem, gdy do zespołu dołączył Chef Adam Chrząstowski, by domknąć koncepcję i wraz z personelem stworzyć kompletną listę dań.

Na scenie ich duet dostał jeszcze jeden, czytelny znak. Ona ubrana na czarno, on na biało. Estetyka yin-yang została tu użyta świadomie, nie jako dekoracja, tylko jako skrót myślowy do tego, o czym Chrząstowski powiedział podczas inauguracji wprost: że wspólnie z Magdaleną Ossowską znają się na tyle długo, że tworzą w kuchni duet, który się uzupełnia, dopełnia i rozumie, często bez słów. Nawiązanie do znaku yin-yang miało też swoją osobistą warstwę, bo Adam Chrząstowski miał kulinarny epizod w Chinach.

Im dalej w las, tym..
W krótkim wprowadzeniu droga zawodowa Adama Chrząstowskiego została zarysowana w kilku zdaniach, które brzmiały jak CV opowiedziane reportersko, bez patosu i bez zbędnej ornamentyki: studiował filozofię, aby uniknąć wojska, pracował w Szwajcarii, gotował w Chinach, współpracował z najbardziej znanymi warszawskimi hotelami, takimi jak Bristol czy Rialto, a także z krakowskimi miejscami i markami: Ancora, Ed Red. Podczas Polskiej Prezydencji w Unii Europejskiej w 2011 roku pełnił funkcję głównego konsultanta kulinarnego. Dziś jest Prezydentem Akademii Bocuse d’Or Poland, organizacji promującej młode talenty kulinarne poprzez konkursy i wsparcie mentorskie. Jest też felietonistą i blogerem.

Partnerzy wydarzenia, czyli logistyka smaku i estetyka kolacji
- Wśród partnerów kolacji znalazł się Polski Związek Łowiecki. To właśnie członkowie związku, myśliwi, dostarczyli podstawowy surowiec na kolację, czyli dziczyznę. Z imienia i nazwiska wymieniono Aleksandra Bellę z Polskiego Związku Łowieckiego Okręg Kaliski, Przewodniczącego Zarządu Okręgowego i Łowczego Okręgowego w Kaliszu, członka PZŁ od 1988 roku. Powitany został również Adam Całka, nadleśniczy Nadleśnictwa Antonin.
- Kolejnym partnerem była spółka „Las-Kalisz”, firma zajmująca się skupem i przetwórstwem dziczyzny grubej oraz ubojem królika.
- Kompania Piwowarska dołożyła do wieczoru warstwę degustacyjną: przygotowano piwa Kozel Jasny, Kozel Czerny oraz Kozel Mix, czyli dwa warianty w jednym kuflu. Obecni byli Łukasz Korzeniowski, kierownik obszaru sprzedaży na Wielkopolskę, oraz Paweł Talaga, opiekun Górecznika z ramienia Kompanii Piwowarskiej.
- Firma Fine Dine pojawiła się w tej historii nie jako tło, tylko jako element scenografii stołu. Podkreślono, że firma dysponuje niezwykle bogatym asortymentem porcelany, która tego wieczoru była bohaterem na stołach obok jedzenia. Wśród gości spotkać można było Michała Matuszczaka, dyrektora sprzedaży na Polskę i Europę.
- Mad Music Agency to firma odpowiedzialna tego wieczoru za za światła, telebimy i nagłośnienie, czyli za całą techniczną ramę wieczoru.
A kiedy już było wiadomo, kto i dlaczego stoi za tym wydarzeniem, na salę weszła muzyka na żywo. Jakub Luboiński, saksofonista i wokalista, oraz Michał Hadasik, pianista, zapowiedzieli repertuar II połowy XX wieku: Zaucha, Wodecki, Młynarski, a także standardy jazzowe Sinatry i Bublégo.

7 setów, które układały się w opowieść
Menu nie zostało zbudowane jako zestaw „najlepszych numerów”, tylko jako ciąg scen. Od małego akcentu na start, przez mięsa i las, po rybę, która domknęła wątki górecznikowe. Akcenty Doliny Baryczy też były - to wino z Winnicy Anna z Krośnic: Pinot Noir oraz Cabernet Cortis Regent.
Menu wieczoru
Amuse-bouche
Pralina z szarpanego dzika i śliwka
Zimna zakąska
Korzenna konfitura z wołowych policzków i pikle
Zupa
Oxtail z ogonów wołowych, kołduny, do tego Ciemny Kozel
Zakąska gorąca
Kaszanka z królika i karmelizowana gruszka
Danie główne rybne
Halibut, esencja cebulowa, kawior z pstrąga, konfitowany ziemniak
Danie główne mięsne
Mozaika z combra sarny i króliczych cynaderek, leśne grzyby, zioła
Deser
Krem bawarski i owoce leśne. Zakończenie miękkie, domykające, bez fajerwerków, za to z konsekwencją.

W trakcie wieczoru znalazł się też punkt szczególny: wspomnienie Pawła Mieszały, który odszedł tego dnia o poranku. I był to niezwykle smutny moment, bo z jednej strony doskonała atmosfera panująca na sali, a z drugiej druzgocąca informacja o śmierci Przyjaciela miejsca. To właśnie jemu dedykowany został deser - element menu, z którego zawsze słynął.
tekst: Tomasz Wojciechowski
foto: Krzysztof Karpisiewicz

